Czasy pandemii dowartościowują wartości terminalne – ostateczne – rozmowy socjologów w czasie epidemii
Czasy pandemii dowartościowują wartości terminalne – ostateczne – rozmowy socjologów w czasie epidemii

Czasy pandemii dowartościowują wartości terminalne – ostateczne – rozmowy socjologów w czasie epidemii

Aktualności
„Pokusy nowoczesności. Polskie dylematy rozwojowe” to praca wydana u progu głębokiej transformacji systemu społecznego i gospodarczego. Pokolenia powojennej Polski musiały wykonać w ostatnich dekadach XX wieku skok cywilizacyjny bez żadnego spadochronu. System wsparcia budowała energia społeczna oraz chęć dorównania najbogatszym krajom o ugruntowanej gospodarce kapitalistycznej. Będąc u progu kolejnego skoku rozwojowego, przed którym dochodzi do wielkiego pandemicznego resetu, wróćmy do wciąż aktualnych spostrzeżeń dotyczących  procesów rozwoju i postępu społecznego. 

Panie Profesorze swoją wydaną w 1992 roku pracę: „Pokusy nowoczesności. Polskie dylematy rozwojowe.”1 rozpoczyna Pan następującym cytatem: 
“Jakaś mania, przyjacielu, ogarnęła ten szalony i nieobliczalny świat, mania rozwoju (…)”.  
Ta swoista mania trwała przez ostatnie dwie (trzy) dekady, czy pandemia Covid-19 leczy nas z tej przypadłości?

Pokusach Nowoczesności napisałem taki passus dlatego, że przeczytałem wówczas różne prace Ryszarda Kapuścińskiego i rozmawialiśmy z nim o tej manii rozwojowej. Wtedy, w tym 1992 roku, gdy pisałem tę książkę to było zrozumiałe, że kraj biedny i zacofany, taki jak nasz, chciał być mniej biedny i mniej zacofany. Pandemia w tej chwili pokazuje, że są inne wartości “terminalne”, gdyby użyć języka socjologicznego, terminalne czyli te ostateczne: zdrowie, dobrostan, dobre samopoczucie. Wielki rozwój, ta mania rozwojowa, o której pisał Kapuściński, a wcześniej trochę, nieskromnie mówiąc ja, to jest ważny element rozwoju, ale jednak iluzoryczny w swej naturze, bo są wartości nadrzędne. W tej manii rozwoju kryje się wiele elementów doganiania i przeganianie innych krajów. Przegoniliśmy niedawno Grecję i Portugalię, z czego się oczywiście cieszę, natomiast zawsze powstaje pytanie o koszty tego pościgu i ucieczki. 

Jakie są, w perspektywie polskiej zmiany systemowej, społeczne i ekonomiczne konsekwencje rozwoju mimetycznego?  

To jest zagadnienie z 1991 roku, czyli już w tej chwili, archeologia wiedzy. Pan Profesor Leszek Balcerowicz, ówczesny premier  powiedział, że Polska nie będzie eksperymentowała z rozwojem tylko przyjmie te wzory, które sprawdziły się na Zachodzie. Uważam, że powinniśmy jednak, w jakimś stopniu eksperymentować, budować własne wzorce rozwojowe korzystając oczywiście z błędów i dostojeństw rozwoju zachodniego ponieważ pojawiały się jedne i drugie. Przy pełnym szacunku dla wszystkich wzorców, które się sprawdziły na Zachodzie, jakkolwiek Pan Profesor mógł go definiować, to wzorcem dla polskiego rozwoju była zachodnia hemisfera czyli cały zachód Europy, północno-zachodnia część świata.

Czy unikanie eksperymentów i wykorzystywanie wzorów zachodnich przyczyniło się do antagonizowania grup społecznych? Obecne podziały ekonomiczne i polityczne, w opinii różnych grup społecznych, mają  swoje źródła w procesie transformacji.

Ja bym powiedział, po analizach statystycznych, badaniach sprzed kilku lat, że Polska nie jest jedną Polską, ale “WieloPolską2 ponieważ wydawało mi się, że pęknięcia są wyraźne w rozwoju poszczególnych regionów. Wyróżniłem wtedy, wspólnie z kolegami z Instytutu, pięć różnych Polsk. Od tego zacznę i to jest dla mnie pierwsze pęknięcie. Bardzo istotne. Najszybciej rozwijały się, co nie jest zaskoczeniem dla Pani również, metropolie polskie, jeśli tak można je nazwać, bo tak naprawdę metropolie sensu stricto w Polsce nie występują.  Ale te duże miasta na Zachód od osi Wisły, Warszawa przede wszystkim, czy Kraków, Wrocław to była Polska pierwsza. Polska pierwszych prędkości rozwojowych. Druga Polska, to drugie pęknięcie, to były duże miasta na wschodzie, takie jak:, jak Rzeszów, Lublin i w mniejszym stopniu Olsztyn. Trzecim elementem Polski to były wioski, małe miejscowości na zachód od Wisły, czyli w dawnej Polsce “A”. Czwartym elementem to były wioski i małe miejscowości, miasteczka sympatyczne, piękne, olśniewające urodą w Polsce na wschód od Wisły. Odrębnie wyróżniałem województwo mazowieckie, a dokładnie Warszawę jak szczególną enklawę tworzącą piątą Polskę. To było takie pierwsze, narzucające się wrażenie o podziałach wewnątrz naszego kraju. Pani zapewne pyta o te najnowsze. Pewien francuski dyplomata Astolphe de Custine,  wysłannik na dwory carskie, w listach z Rosji 3; napisał: “Syberia zaczyna się tuż za Wisłą”. Proszę o tym pamiętać, to jest historyczny element, ale jest i nowy element podziałów politycznych między zwolennikami Prawa i Sprawiedliwości, a Koalicja Obywatelską. Polityczne podziały, które czasami mają miejsce w domach, naszych ojczyznach prywatnych, naszych heimatach. Iluzją jest przekonanie, że PiS popiera grupa najstarszych Polaków, katolików związanych z Telewizją Trwam i Radiem Maryja. Całkiem pokaźna grupa młodych ludzi, dobrze wykształconych, na dobrych uniwersytetach, a wiem co mówię, także jest supporterem Prawa i Sprawiedliwości. Małe miasteczka, wioseczki w Polsce “B” – oczywiście, tam jest wyjątkowa reprezentacja zwolenników PiS-u i dzisiaj już wiemy, że jeśli byłoby głosowanie parlamentarne w podkarpackiem czy w lubelskiem to PiS wygrałby w cuglach. Natomiast trzeba pamiętać, że to nie tylko małomiasteczkowe grupy, ulokowane za wschodnią rubieżą Wisły, ale także młodzi, dobrze wykształceni Polacy, którzy dostrzegają szczególna wagę pakietu socjalnego przede wszystkim. To jest szczególnie istotny pakiet socjalny. Transfery socjalne jakie zaoferował PiS ze słynnym “500+” to ważny element dla wielu ludzi, zwłaszcza tych, którzy mają liczne potomstwo, którzy dzięki tym transferom mogli poprawić swoją stopę życiową. Pomijam marginalne, patologiczne zjawiska wynikające z wydatkowania przyznanych środków w sposób rażąco odbiegający od zamysłu ustawodawcy. Zbigniew Herbert napisał, że bieda to są domy, które nigdy nie były w teatrze. Ja nie mówię, że beneficjenci “500+” gremialnie poszli do teatru, ale pojechali na wczasy, zainwestowali w edukację czy zajęcia pozalekcyjne swoich dzieci. Trzeba to docenić, że “500+” odegrało ważną rolę jako wsparcie ekonomiczne rodzin. Natomiast dzisiaj, po przeprowadzonych analizach statystycznych, widać że program ten nie zdołał spełnić pokładanych w nim nadziei związanych z demografią. Dzietność nie wzrosła specjalnie, współczynnik dzietności wynosi 1,3 co oznacza, że 10 kobiet w wieku rozrodczym urodziło 13 dzieci, a nam potrzeba co najmniej o ośmioro więcej. Zwijanie demograficzne jest oczywiste i widoczne. Oprócz transferów socjalnych warto pamiętać, że PiS upomniał się o osoby wykluczone. Mamy całą grupę ludzi marginalizowanych, którzy są: “losers” – przegranymi transformacji kategoryzowanej jako gra o sumie zerowej. Zysk jednego gracza jest równy stracie drugiego stąd określenie “losers – winners”. Prawo i Sprawiedliwość wyczuło tę koniunkturę polityczną, że trzeba się zaopiekować ludźmi, którzy nie radzą sobie w warunkach bardzo trudnej konkurencji rynkowej, a już szczególnie teraz, te ostatnie sześć, siedem tygodni  to niezwykle poważny problem dla ludzi, którzy stracą lub już stracili pracę. Są zakłady, które zmniejszyły obroty o 80-90%. Dla mnie to oznacza, że będzie redukcja zatrudnienia, wypłata postojowego, zubożenie załóg tych zakładów. Będę czekał na to jakie oferty, oprócz tarczy, zaproponują rządzący. Bardzo szanuję każdy ruch wspierający tych, którzy są przegranymi zarówno i transformacji i koronawirusa, ale chciałbym widzieć namacalne dowody, że jest wsparcie polityczne, że jest wsparcie ekonomiczne czy rządowe wobec tych przegranych w transformacji i w potyczce z koronawirusem. 

W 8. podrozdziale, omawianej przez nas pracy, wskazuje Pan Profesor na społeczne koszty modernizacji kredytowanej przez światowe centrum: Międzynarodowy Fundusz Walutowy i jego agendy.  Dokonania modernizacyjne Korei Południowej, Tajwanu, Singapuru, Hongkongu były możliwe: 
“dzięki spektakularnej, autorytarnej i scentralizowanej władzy politycznej twardego państwa, bezwzględnemu priorytetowi instytucji państwowych, hipereksploatacji lokalnej siły roboczej, ograniczaniu praw ludzkich i obywatelskich”. 
Pokusa nieograniczonej władzy implementowania “słusznych i właściwych rozwiązań” dotyka i dotykała rozmaite systemy administracyjne. W debatach publicznych, po kryzysie 2008 roku, pojawiły się głosy krytyki w stosunku do demokracji deliberacyjnej, która ogranicza tempo i zakres postępu społeczno-ekonomicznego. Czy to ten moment, kiedy patrzymy na Chiny i mówimy, że to ten model jest bardziej efektywny ekonomicznie od demokracji deliberacyjnej?

Jednak nie, to nie ten moment. Proszę pamiętać, że Chiny to potęga demograficzna, monstrualny kraj w sensie rozmiarów demograficznych i terytorialnych. Kiedy tam byłem, przyznam szczerze, że trudno mi było przeżyć kolejny dzień. Mnogość ludzi, mnogość pytań, zachowań była tak trudna do zaakceptowania dla Europejczyka, że czasem wolałem się schować, na chwilę przynajmniej, w pokoju hotelowym. Takim światem rządzi się bardzo trudno, to jest grubo ponad miliard mieszkańców więc tutaj te polityki autorytarne są bardzo wyraźne. Być może tam spełniają swoją rolę są skuteczne. Będąc tam byłem uczestnikiem bardzo przykrej sytuacji. Poszedłem na Plac Tiananmen by zapalić świeczkę za studentów, którzy protestowali przeciwko władzom chińskim. Mamy wszyscy w pamięci sekwencje zdjęć studenta, który stoi przed czołgiem. Niestety nie mogłem zapalić tego światełka ponieważ koleżanka, chińska przewodniczka ostrzegła mnie, że jeśli to zrobię, to zostanę deportowany pierwszym samolotem, a po drugie ona straci pracę. Wtedy dało mi to do myślenia. Zwłaszcza kiedy poinformowała mnie, że siedmiu z ośmiu perypatetyków, którzy tam się pojawili to były służby bezpieczeństwa. W Chinach polityka, czy też demokracja deliberacyjna nie funkcjonuje. Trzeba też rozumieć sytuację, że oni zarządzają ponad miliardem obywateli o bardzo zróżnicowanych poglądach politycznych, mieszkających w różnych regionach i mówiących odmiennymi językami.  

Jakiego rodzaju model administrowania wdrażany jest obecnie przez Polskę i Węgry?

Jeśli chodzi o Polskę to nie jestem zwolennikiem twierdzenia, że upadła już demokracja, bo to przedwczesne. Trzeba na to spojrzeć z dwóch punktów widzenia. Podróżując po Europie i po świecie mogę w sposób jednoznaczny powiedzieć, że Polska jest w ogniu krytyki jeśli chodzi o obecny model demokracji. Mówię o światach hiszpańskich, francuskich, a nawet, choć trudno w to uwierzyć, w Senegalu znalazłem wzmianki krytyczne. W Saint-Louis zakupiłem miejscową gazetę, w której mogłem przeczytać, że Polska, egzotyczny kraj, łamie reguły demokracji. Nie lekceważyłbym tego. Pomijam Senegal, ale myślę o opiniach środowiskowych, prasie angielskiej czy francuskiej. Pan Prezydent Emmanuel Macron jest bardzo krytyczny wobec sytuacji w Polsce. Jego zdaniem władza w modelu demokracji greckiej, czyli  demos kratos <gr. władza ludu>, zaczyna zanikać. Węgry są dużo mniejszym krajem, mniej znaczącym, przy pełnym szacunku dla braci Węgrów. Władze polski są zestawiane z władzami Wiktora Orbana, to jest bardzo regularne zestawienie diadyczne. Podkreślam, że trzeba rozumieć różnice demograficzne, inny potencjał gospodarczy obu krajów, ale to zestawienie jest dosyć charakterystyczne. Niekiedy bardzo przykre i to nie w peryferyjnych mediach, ale w poważnych periodykach, gazetach typu “Frankfurter Allgemeine Zeitung”, “New York Times” jak i w dziesiątkach pism, które są opiniotwórcze w poszczególnych krajach. Istotność tych opinii wiąże się z faktem, że są one brane pod uwagę podczas decyzji lokalizacyjnych podejmowanych przez inwestorów. Mało kto będzie chciał inwestować w kraju, który nie rokuje najlepiej jeśli chodzi o rządy prawa. Dzisiaj nie powiedziałbym o Polsce, że mamy rozkwit demokracji deliberatywnej, z drugiej jednak strony, nie oceniłbym że mamy w Polsce do czynienia z całkowitym jej zanikiem – odejściem od greckiej zasady; demos kratos, bo byłoby to stwierdzenie zdecydowanie na wyrost. Uważam, że należy zachować akademicki umiar. Oczywiście jeżeli będzie się działo źle to trzeba protestować, buntować się, okazywać obywatelskie nieposłuszeństwo <ang. civil disobedience>. Dla mnie, człowieka starej daty, obywatelskie nieposłuszeństwo jest bardzo istotne, jako że byłem świadkiem wielu dramatycznych wydarzeń. Mam w pamięci, pomimo młodego wówczas wieku, zdarzenia na wybrzeżu. Pamiętam również, jak szły “pancry”, jak to opisał poeta, na kopalnię Wujek i akurat je widziałem z okien katowickiego mieszkania.  To wszystko we mnie budzi lęk przed powtórzeniem tamtych zdarzeń jak te “pancry”, jak te zamieszki uliczne. Wszystkim nam przysługuje prawo do buntu, ale zawsze się obawiam, żeby nie było tych najbardziej tragicznych powtórek. Całkiem niedawno mieliśmy potyczki policji  z górnikami w naszym regionie. Zawsze się boję takich sytuacji, bo one naruszają moje wyobrażenie o demokracji, zwłaszcza deliberatywnej. 

Czy pierwsze w Polsce “niewybory”, które odbyły się 10 maja to ten moment kiedy powinniśmy obywatelsko zaprotestować, bo demokracja jest zagrożona?

Tak, jest zagrożona, bo Konstytucja wyraźnie mówi, że wybory mają się odbyć od 100 do 75. dni przed końcem kadencji urzędującego prezydenta. Jestem “pro państwowcem”, czytam Konstytucję. Nie dochowaliśmy tego terminu, to były istotnie “niewybory” z ograniczoną szansą prezentacji programów wyborczych przez poszczególnych kandydatów w kampanii wyborczej. Śledzę sondaże, znam je często z pierwszej ręki i wiem kto jest faworytem, ale nawet jeśli ktoś jest hiper-faworytem to trzeba dać szansę w demokracji tym, którzy są maruderami w wyścigu wyborczym. Szansa jest konieczna, a demokracja na tym polega, że tytani muszą się liczyć też z tymi, którzy mają małe szanse. Demokracja dla mnie to szanowanie także mniejszości, tych którzy są Karaimami, Łemkami  i, dokonując pewnej ekstrapolacji, także tych którzy mają ograniczone szanse w wyborach prezydenckich. 

Niewiele się zmieniło w obrazie Górnego Śląska po okresie transformacji systemowej. Wśród poważnych problemów rozwojowych 20 lat temu identyfikowano m.in. zanieczyszczenie środowiska, zły stan zdrowia mieszkańców, kolonizację wewnętrzną, zacofanie infrastrukturalne, ograniczającą możliwości rozwoju strukturę wykształcenia ludności. Dlaczego ta diagnoza nadal jest aktualna? 

Rozmawiamy w dniach, w których nasi górnicy zostali obdarzeni hejtem w związku z koronawirusem. Jeśli Pani poczyta fora internetowe, a wczoraj  doniesiono mi jakie tam są zapisy, jakiej treści i jak liczne, to cały czas mam wrażenie, że postrzeganie Śląska jest takie jak było kiedyś. Jest region, w którym tylko kopie się węgiel i wytapia się stal. Notabene, kiedy piszą do mnie koledzy z Anglii czy Francji w sprawie publikacji, które tam wydałem, zawsze tytułują mnie inżynierem, a ja nigdy nim nie byłem. Według ich wiedzy profesor z Upper Silesia to musi być profesor inżynier, nikt inny. Powoli wychodzimy z tych stereotypów, ale kiedy pojedziecie, wy młodzi ludzie na Zachód to Silesia wciąż jest:  “air pollution, coal mines, steel plants”.  W pamięci ludzkiej to są cały czas enklawy industrializmu, których jednak w rzeczywistości, tak naprawdę, już nie ma. Z niegdyś czterystu czterech tysięcy górników zostało nam niespełna osiemdziesiąt tysięcy, to jest pięć razy mniej! W rzeczywistości dzieją się jednak dobre rzeczy. Oczywiście nie wszystkie zjawiska są pozytywne, gdyż wyludniają nam się miasta, trwa depopulacja większych miast. Poza Tarnowskimi Górami wszystkie inne tracą mieszkańców, w tym również moje Tychy, nad czym ubolewam. To nie tylko populacja, to także zasoby ludzkie: umysł, intelekt, ale też to co za tym idzie, mówiąc brutalnie podatki, udział we wspólnocie gospodarowania. Podsumowując, nie udało się wciąż zmienić wizerunku, wciąż jesteśmy postrzegani czasem wręcz hejtersko. To jest niesprawiedliwe dla tych górników dotkniętych koronawirusem. Spodziewałem się raczej empatii dla tych chorych ludzi i ich rodzin, a jak się okazuje tej empatii zabrakło.

Jednym z modeli modernizacyjnych była budowa sektora gospodarki określanej obecnie mianem kognitywno-kulturalnej. Wcześniej zwracano uwagę na konieczność rozwoju sektora usługowego i redukowani zgodnie z tym modelem górnicy i robotnicy otrzymali kategorię ludzi „zbędnych”. Obecnie indywidualne poczucie zbędności, ale też społeczna legitymizacja zbędności obejmuje inne kategorie: ludzi wykształconych, specjalistów, pracowników sektorów uznawanych za motory rozwoju. 

Na początku lat osiemdziesiątych ubiegłgo wieku, wspólnie z profesorami: Leszkiem Gruszczyńskim i Adamem Bartoszkiem, przeprowadziliśmy badania w Katowicach prosząc, by grupa tysiąca stu katowiczan przekazała nam informację w jaki sposób widzi swoje miasto. Zdecydowana większość odpowiedziała, że przy pełnym szacunku dla  szybu kopalnianego, dla pieca martenowskiego i dla górnika chce miasta kulturalnego, miasta ośrodków kultury. To było dla mnie przełomowe w tym myśleniu o przyszłości miasta. Doczekaliśmy się w Katowicach i wielu innych miastach, także w Bielsku-Białej, aprecjacji tych wszystkich, którzy zajmują się kulturą – artystów. Nagle przychodzi pandemia, zamknięte są teatry, kina, ośrodki kultury i ci ludzie zostali bez środków do życia. Chyba że są objęci jakąś formą tarczy lub inną formą wsparcia związkowego, samopomocy. Krótko mówiąc to jest bolesny przypadek w odniesieniu do ludzi kultury, o których profesor Jerzy Hausner powiedział: bez nich nie pokonamy koronawirusa. Potrzebujemy wybitnych artystów, a mamy ich wielu. Są teraz w defensywie. Jako socjolog muszę powiedzieć, że każdy z nas ma cichy lub głośny obowiązek posiadania oszczędności “katastroficznych” na takie sytuacje, ale jak wiemy, w przypadku artystów zarobki są umiarkowane i ich zasoby “katastroficzne” są zapewne niewystarczające, albo nie ma ich wcale. Podobnie jest w przypadku wielu  polskich rodzin. Ubolewam nad tym, że sztuka jest właściwie na ostatnim miejscu podczas otwierania gospodarki. Czekam na kino, teatr, filharmonię, operę, operetkę. Na to wszystko co jest elementem życia duchowego. Jak Pani wie, transformacja polega na przechodzeniu od społeczeństw  materialnych, tych uboższych, a Polska wciąż taką jest, do strefy krajów postmaterialnych, jak by powiedział znakomity nasz kolega Ronald Inglehart. Oczywistym jest, że najpierw trzeba żyć, a później filozofować, Polska dokonuje  transformacji do tych wartości terminalnych, ale jak się okazuje, pandemia może zaburzyć i pokazać jakie jest faktyczne miejsce kultury w tym układzie.  Być może nie ma szans na rychłe otworzenie teatrów, kin i innych ośrodków kultury jednak wierzę w to, że Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, nasz kolega w zawodzie, profesor Piotr Gliński będzie artystów dopieszczał nie tylko słowem, ale też dbał o elementarne warunki życia, twórczości i rozwoju tak, by przysporzyły im weny twórczej. 

Czy  jako społeczeństwo jesteśmy w tej chwili, podczas pandemii, w stanie anomii?

Można powiedzieć, że jesteśmy w stanie częściowej anomii, bo daleki jestem od dramatyzowanych zdań. Przypomnijmy, że anomia, z greckiego <anomos>, oznacza stan rozkładu norm. Nomos to prawo i normy. Jesteśmy w stanie anomijnym, jakby napisał Emil Durkheim i mam nadzieję, że nie poskutkuje to wydarzeniami tragicznymi, to znaczy zachowaniami autodestrukcyjnymi, w tym samobójstwami. Durkheim badał relację między anomią, a m.in. liczbą samobójstw, co opisał w znakomitej książce z 1897 roku  Le Suicide. Etude de sociologie 4. To w czym my teraz jesteśmy to nie jest stan rozpadu wszystkich norm, ale ich części. Z drugiej strony dowartościowałbym element solidarności, bo oprócz sporów politycznych, dla mnie gorszących, bo z użyciem języka plugawego, niegodnego dyskursu publicznego, to jesteśmy świadkami czegoś co jest antyanomią. Mianowicie solidarności ludzkiej, osiedlowej, rodzinnej, prywatno-ojczyźnianej, wsparcia zakupowego, które może się wydać niczym wielkim, ale dla mnie, socjologia znającego realia społeczne, jest symptomem solidarności społecznej. Mam nadzieję, że ona nie ustąpi tak jak ustąpiła parę tygodni po śmierci Jana Pawła II, kiedy zapowiadaliśmy sobie wzmożoną solidarność, więź międzyludzką, spacerowaliśmy, zapalaliśmy znicze, a później większość spraw wróciła do polskiej normy.  

Pojawiają się opinie, że pandemia ma medialny charakter, a jej skutki i zakres są trudne do racjonalnej oceny. Statystyki będą w kolejnych latach wykazywać przyrost zgonów, co jest naturalne w sytuacji starzenia się społeczeństw. Czego świadkami właśnie zostaliśmy, zdaniem Pana Profesora?

Bardzo uważnie śledzę statystyki. Na grypę co roku łącznie umiera więcej osób niż na koronawirusa, ale śmiertelność koronawirusa  jest znacząco wyższa, wynosi 3-4 % według WHO, a śmiertelność z powodu grypy jest statystycznie znacząco niższa. Proszę jednak pamiętać o chorobach m.in. układu krążenia, które zbierają śmiertelne żniwa. Pandemia nie powinna przykryć, czy usunąć w cień tych schorzeń, które przynoszą znacznie więcej śmiertelnych przypadków. Nie mówię, że nie możemy się zajmować  pandemikami, to jest oczywiste, że trzeba ich wspierać i im pomagać. Tak zakażonym górnikom jak i innym obywatelom, najsłabszym starszym i najmłodszym, którzy nie są w stanie sami sobie poradzić, ale zachowując właściwe proporcje. Jakiś czas temu udzieliłem wywiadu do pewnego periodyku: Rynek Zdrowia 5 w sprawie ptasiej grypy i innych epidemii i wtedy powiedziałem dokładnie to samo, że należy zachować proporcje i pamiętać o innych schorzeniach, pamiętać o cierpiących na inne choroby. Często bardzo ciężkie, także jeśli chodzi o mieszkańców naszego regionu, choroby serca, układu oddechowego i wiele innych, które muszą zostać dowartościowane. Mimo to rozumiem, że podczas pandemii na miejsce pierwsze wybija się koronawirus. W tamtym wywiadzie stwierdziłem, że to jest cudowny czas dla producentów różnych farmaceutyków i takich, które są aptecznymi i takich, które są szalbierskimi. Otrzymywałem wówczas zaproszenia,  jako doktor medycyny, na różne szkolenia od firm farmaceutycznych z Polski i zza granicy. Cierpimy z powodu śmierci ludzi, którzy zmarli zakażeni koroną, ale nie należy całej uwagi koncentrować na szpitalnych oddziałach zakaźnych. Trzeba dbać także o inne segmenty służby zdrowia. W przypadku mojego miasta, w Tychach, ze szpitala wielospecjalistycznego stworzono, jak to się mówi w żargonie, szpital  jednoimienny. Rozumiem potrzebę chwili, ale musimy przywrócić w pewnym momencie opiekę dla potrzebujących pacjentów cierpiących na różnorakie schorzenia. Tyszanie i ten region potrzebują szpitala, który wykorzystuje umiejętności wszystkich specjalistów. Proszę też zauważyć jak poważnym biznesem jest produkcja maseczek, przyłbic, różnych środków ochronnych, kombinezonów i tak dalej. Oczywiście potrzebne są respiratory, bo niosą ulgę w cierpieniu  ludziom chorym. Dostrzegam wielkie szanse biznesowe firm, które produkują utensylia  pandemiczne. 

Co zabiera pandemia? Wydaje się, że dużym zagrożeniem będzie luka w realizacji programów edukacyjnych. Czy zdalna edukacja może zastąpić osobisty kontakt z nauczycielem?

Ubolewam nad tym, ponieważ to dotyczy także Uniwersytetów, które de facto w tej chwili pracują w trybie zdalnym. Szanuję prawo i  uczestniczę w takiej formie  edukacji, ale nic nie zastąpi bezpośredniego obcowania profesora z uczniem i ze studentem. Przy pełnym szacunku dla trybu “online”, bo to jest pewne wyjście także dla uczniów  szkół średnich i podstawowych, ale kontakt bezpośredni nauczyciela/profesora z uczniami/studentami jest  bezcenny. W tej chwili mamy kilka tygodni, sześć lub siedem, kiedy ten kontakt jest “komputerowy” i kiedy oglądamy się wzajemnie na ekranach. Choć, proszę dobrze mnie zrozumieć, nawet taka forma jest lepsza niż nicnierobienie, niż stan bezczynności wobec wychowanków. Mam poczucie straty tych wielu tygodni w znaczeniu nieobcowania ze sobą w murach szkoły, nietworzenia wspólnoty uniwersyteckiej i nietworzenia dostojnego uniwersytetu jakby  to profesor Kazimierz Twardowski powiedział.

Panie Profesorze, nie zapytałam jeszcze o wątek najbardziej zapadający w pamięć studentów czytających Pokusy nowoczesności. Homo hubris – to model człowieka dowartościowany podczas wdrażania transformacji ustrojowej. Jakiego typu cechy – modele człowieka są pożądane w obecnych czasach?

Termin “homo hubris”, czy też dokładniej “homo hybris” <gr. nieposkoromiona pycha, zuchwałość, arogancja>, ma podwójne znaczenie, z jednej strony oznacza pyszałka, który wywołuje gniew bogów olimpijskich, z drugiej człowieka który chce być najlepszy. Dzisiaj powiedziałbym, że warto konkurować w kooperacji z innymi, a jednocześnie starać się o to, by pozostać najlepszym. Ważną cechą człowieka, który ma szanse na dobre funkcjonowanie w transformacji jest też “kratyzm” <ze starogreckiego słowa kratos=władza>, zdolność zarażania innych własnymi pasjami. Potrzebny jest też w tle jakiś rodzaj dekalogu etycznego, jeśli człowiek zatraci etykę to skazuje się sam na  transformacyjną porażkę. Musi być jakiś dekalog, który niejako “prostuje” człowieka i pozwala mu funkcjonować w świecie społecznym. Wyeksponowałbym jeszcze potrzebę osiągania, która jest znakomicie opisana w  polskiej socjologii, polegającą na dążeniu do odniesienia sukcesu jednak nie za wszelką cenę. W moim przekonaniu tak samo istotny jest sukces rodzinny jak i zawodowy, są więc trzy elementy: kratos, hubris i potrzeba osiągania. Czwartym elementem jest transgresja, która oznacza zdolność wykraczania, przekraczania wychodzenia poza własne bariery i ograniczenia, jest ona bardzo istotna. Powiedziałbym jeszcze, że ważnym elementem jest umiejętność poczucia czasu, punktualność i odpowiedzialność za czas. Są jeszcze inne elementy takie jak dbałość o zdrowie, optymizm. Czytałem dzisiaj rano raport mówiący o tym, że Polacy są jednym z najbardziej pesymistycznych narodów  w Unii Europejskiej. Szkoda, bo optymiści żyją dłużej, lepiej i bardziej komfortowo. Chciałbym, żeby rodacy czytali więcej książek. Jak mawiał Umberto Eco: lektura książek przedłuża życie. 

Rozmawiała dr Joanna Wróblewska-Jachna

 

Profesor zwyczajny Marek S. Szczepański jest autorytetem naukowym dla licznych środowisk socjologicznych w Polsce i za granicą. Do głównych nurtów pracy naukowo-badawczej Profesora należą: socjologia rozwoju miasta i regionu, antropologia miasta, transformacja społeczno-ustrojowa, wielokulturowość. Profesor jest autorem i współautorem około 350 publikacji w kraju i zagranicą,  autorem kilkudziesięciu badań poświęconych m.in. problemom regionalnym w okresie transformacji ustrojowej, a także redaktorem pierwszej strategii rozwoju Województwa Śląskiego oraz Metropolii Silesia.  Zawodowo związany z Instytutem Socjologii Uniwersytetu Śląskiego, członek korespondent Polskiej Akademii Nauk, współzałożyciel Wyższej Szkoły Zarządzania i Nauk Społecznych w Tychach. Pracował także na stanowisku profesora w Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej. 

 

1  M. S. Szczepański, Pokusy nowoczesności. Polskie dylematy rozwojowe, wyd. amp Katowice 1992 r.

2 K. Bondyra, M.S. Szczepański, P. Śliwa (red.), WieloPolska regionalna? Regionalizm w Polsce a polityka strukturalna Unii Europejskiej, wyd. WSB Poznań 2008.

3 A. de Custine, Markiz de Custine: Listy z Rosji, tł. M. Górski, wydawnictwo Aramis 1989 r.

4 Przekład polski: E. Durkheim, Samobójstwo. Studium z socjologii, tł. K. Wakara wyd. Oficyna Naukowa, seria Biblioteka Myśli Socjologicznej 2006 r.

5 W. Kuta, Choroba skazana na medialny sukces, Rynek Zdrowia 09.2009 r.

https://www.rynekzdrowia.pl/Rynek-Zdrowia/Choroba-skazana-na-medialny-sukces,51941.html

Dane adresowe

Akademia Techniczno-Humanistyczna
43-309 Bielsko-Biała, ul. Willowa 2
centrala telefoniczna:
tel. +48 33 8279682
fax: +48 33 8279355
Regon: 072728961, NIP: 547-194-37-84
Elektroniczna Skrzynka Podawcza
Identyfikator: ATH_Bielsko_Biala
konto bieżące:
Bank Pekao S.A. 02 12404142 11110000 48278261
Inne konta:
Studia Podyplomowe: 21 12404142 11110010 54573476
Kursy: 66 12404142 11110010 54573636
Konferencje: 73 12404142 11110010 54572831

A+
Kontrast