Społeczeństwo ryzyka – rozmowy socjologów w czasie epidemii
Społeczeństwo ryzyka – rozmowy socjologów w czasie epidemii

Społeczeństwo ryzyka – rozmowy socjologów w czasie epidemii

Aktualności
Trwa okres społecznej kwarantanny, który jest dobrą okazją do zapoznania się z pracami współczesnych polskich socjologów. Obserwacja społecznej percepcji stanu pandemii skłania do sięgnięcia do prac z zakresu socjologii medycyny. Jedną z ciekawszych propozycji jest artykuł autorstwa Jana Domaradzkiego pt. „Genetyzacja społeczeństwa. Społeczne konsekwencje nowej genetyki” opublikowany w Studiach Socjologicznych w 2012 roku (nr 205). http://www.studiasocjologiczne.pl/s,31,studia-socjologiczne-nr-2-2012-205.html

Rozmowa o społeczeństwie ryzyka, biopolityce i czekających nas zmianach społecznych z socjologiem medycyny dr. hab. Janem Domaradzkim pracownikiem Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

  (…) O ile więc twierdzenie, że genetyka skutkuje redukcją osobistej odpowiedzialności, znajduje pewne uzasadnienie (co najpełniej ukazuje genetyczny dyskurs w psychiatrii i, na mniejszą skalę, w prawie), o tyle, jak wskazuje etyka obowiązku, generuje zarazem wzrost oczekiwań wobec jednostki. Jak wskazano, czyni bowiem troskę o zdrowie i kontrolę ryzyka moralnym nakazem i politycznym zobowiązaniem. Nie wystarczy już wyłącznie pragnienie, by nie przenosić chorób. Nowy etos jest wszak etosem aktywizmu, co sprawia, że na jednostkach spoczywa podwójna presja: moralna za zdrowie i polityczna za wybory, jakich dokonują. Stąd nowy (biologiczny) obywatel ma nie tylko prawa, ale i obowiązki. Może korzystać z dobrodziejstw nauki, ale jest zarazem zobligowany do ciągłego monitorowania siebie i swego otoczenia, co czyni z niego bioetyka (Domaradzki: 2012).

 

Od piątku 13 marca 2020 zmienia się znany nam świat. Wieczorem premier Mateusz Morawiecki ogłosił stan zagrożenia epidemicznego w związku z pandemią koronawirusa COVID-19. Zamknięto placówki oświatowe, szkoły wyższe, rozpoczęto działania mające na celu powstrzymanie wzrostu zachorowań. Zgodnie z Rozporządzeniem podpisanym przez Premiera Mateusza Morawieckiego oraz Ministra Zdrowia Łukasza Szumowskiego od piątku 20 marca 2020 roku w Polsce zaczął obowiązywać stan epidemii. Życie społeczne, a także gospodarcze zaczęło zamierać, rozpoczęto działania przeciwepidemiczne i zapobiegawcze. To nasze wspólne, narodowe doświadczenie ostatnich dwóch tygodni. W jaki sposób pandemia przekształci znane nam dzisiaj struktury społeczne?

Zacznę od oczywistego stwierdzenia, że tak jak nie udało się nam przewidzieć wybuchu i skali pandemii, tak nie jesteśmy w stanie w pełni określić jej skutków, choć już teraz widać, że będą one duże zarówno w wymiarze ludzkim, jak i ekonomicznym, społecznym czy psychologicznym. Równie pewne jest to, że świat po pandemii będzie inny od tego, jaki znaliśmy do tej pory. Jak się wydaje, najistotniejsze zmiany dotkną przy tym gospodarkę, gdyż już teraz w różnych rejonach świata obserwuje się oznaki recesji, zwolnienia czy wręcz zahamowania wzrostu gospodarczego, spowolnienia, a nawet wstrzymania pewnych gałęzi produkcji, a także masowe zwolnienia i wzrost bezrobocia. Wszystko to sprawia, że konieczne będzie wypracowanie jakiegoś nowego modelu gospodarki, choć trudno dziś określić jakiego. Ciekawą kwestią jest przy tym czy pandemia trwale podważy model gospodarki globalnej. Wywołany wirusem kryzys dobitnie obnażył bowiem słabości ideologii globalizmu i mankamenty masowego przeniesienia produkcji poza rynki lokalne i pokazał, że kapitał ma narodowość. Może to więc sprawić, że przynajmniej część produkcji wróci z rynków azjatyckich na grunt europejski.

Drugim obszarem w którym z pewnością dokonają się istotne zmiany będzie służba zdrowia. Choć pamięć ludzka bywa krótka, to wywołany pandemią kryzys, który w niektórych rozwiniętych państwach, takich jak Francja, Hiszpania czy Włochy, doprowadził wręcz do załamania systemu opieki medycznej, sprawi, iż politycy będą musieli przemyśleć kwestie związane z nakładami na opiekę medyczną i kształceniem kadr medycznych.

W rzeczywistości, nie będzie jednak takiego elementu struktury społecznej, zarówno na poziomie makro, jak i mikro, który nie ulegnie jakimś przekształceniom, choć niemożnością jest przewidzieć zakresu i tych zmian. Niemniej jednak, nawet nie znając czasu trwania i zasięgu epidemii należy zakładać, iż koronawirus wpłynie zarówno na sferę kontaktów osobistych, jak i na funkcjonowanie takich makrostruktur jak edukacja czy system wyborczy.

Wydaje się, że koronawirus wpłynie także na funkcjonowanie całej Unii Europejskiej, zarówno w sferze ochrony granic i swobodnego przemieszczania się, jak i wymiany towarów i usług, a nawet samej idei zjednoczonej Europy. Nawet najwięksi euroentuzjaści i zwolennicy neoliberalizmu podkreślają bowiem, choć nie zawsze czynią to wprost, że w obliczu zagrożenia pandemią kluczową rolę odgrywają państwa narodowe a nie mityczna jedność europejska. Towarzyszące temu głosy krytyki elit brukselskich mogą zaś, zwłaszcza w przypadku wydłużającej się pandemii lub jej skutków, doprowadzić do wzrostu tendencji i ruchów skrajnych i odśrodkowych. Te zaś mogą dążyć do zakwestionowania status quo zarówno w obrębie poszczególnych państw, jak i całej Unii.

Niezmiernie ciekawym jest i to, jak pandemia wpłynie na sferę wolności obywatelskich. Wszak nawet w zachodnich społeczeństwach demokracji liberalnych ludzie uświadomili sobie, że naczelna zdobycz naszej cywilizacji, jaką jest wolność jednostki nie jest wartością absolutną. Proszę zwrócić uwagę, że w obliczu koronawirusa nie dość, że zdrowie i życie uzyskały status wartości nadrzędnych, to dokonało się to w sposób powszechny i milczący. Nadto, wprowadzone w większości państw europejskich, także w Polsce, ograniczenia licznych praw i swobód obywatelskich (od swobodnego przemieszczania się i zgromadzeń po korzystanie z przestrzeni publicznej czy obiektów kultury), zostały przyjęte praktycznie w sposób milczący, bez jakichkolwiek konsultacji społecznych o demokratycznym głosowaniu nie wspominając. Skoro już o tym mowa, sam proces wyborczy może ulec zmianie jeśli dojdzie do wyborów w formie głosowania korespondencyjnego.

Wszystkie te przykłady pokazują, że koronawirus, który, jak wszystko na to wskazuje zostanie z nami na stałe, przemodeluje wszystkie znane nam struktury społeczne. Faktem jest bowiem, że już teraz zmienia nasze nawyki, zachowania i niemal każdy aspekt życia. Tworzy nową rzeczywistość. Pozostaje więc tylko pytanie o głębokość i trwałość tych zmian.

W jaki sposób wpłynie na Polaków okres społecznej kwarantanny, rozumianej jako ograniczenie kontaktów rodzinnych, towarzyskich, a także zawodowych?

Ponownie wypada zaznaczyć, że w dużej mierze będzie to zależało od czasu trwania kwarantanny i rozwoju samej epidemii. Bo choć, w przeciwieństwie do kultur południowych dla których charakterystyczne jest spędzanie znacznej ilości czasu poza domem: w restauracjach, kawiarniach, w parkach czy na ulicy, Polacy są w dużej mierze domatorami, to niezmiennie jedną z najważniejszych wartości jest dla nas rodzina. Nadto, pomimo wielu przemian, kontakty rodzinne nie ograniczają się wyłącznie do najbliższych członków rodziny, ale obejmują cały szereg koligacji i powiązań międzypokoleniowych. Stąd, poza sferą ekonomii, dla większość ludzi właśnie ten wymiar epidemii jest najbardziej dotkliwy i odczuwalny. Zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę przywiązanie Polaków do seniorów, którzy w sposób szczególny są narażeni na izolację społeczną, a nie zawsze są obeznani z nowymi technologiami stwarzającymi nowe możliwości kontaktów interpersonalnych.

Z drugiej strony, zwłaszcza w dużych miastach, w których widoczna jest rosnąca kultura indywidualizmu, wielu ludzi, zwłaszcza młodych, może zostać wchłoniętych przez relacje wirtualne. Niemniej jednak, zważywszy ich nietrwały i powierzchowny charakter, nie będą one w stanie zastąpić rzeczywistych kontaktów towarzyskich. Są one bowiem niezbędne dla każdego człowieka, gdyż stanowią warunek konieczny zdrowia psychicznego i pozwalają podtrzymać poczucie normalności. Wydłużający się okres kwarantanny będzie więc jedynie nasilał potrzebę kontaktów społecznych i uświadomi wielu ludziom głębsze znaczenie relacji rodzinnych, rówieśniczych czy zawodowych. Pytanie oczywiście, na jak długo pozostanie z nami ta świadomość?

Jak, zgodnie z zasadą społecznej odpowiedzialności, będziemy budować relacje po pandemii? Może, jako społeczeństwo dojdziemy do wniosku, że kontakty wirtualne są bardziej bezpieczne dla naszego i publicznego zdrowia niż te ze świata rzeczywistego?

Budowa tych relacji już się rozpoczęła. Wszak nawet w najbliższych rodzinach, mówię to także z własnego przykładu, kontakt bezpośredni został ograniczony do minimum, a czasem wręcz zredukowany do zera. I to nawet w obliczu tak ważnego dla nas wydarzenia, jakim są święta Wielkiej Nocy. Nie mogąc utrzymywać relacji na urodzinach, imieninach, licznych świętach, weselach czy nawet pogrzebach, na imprezach domowych, w restauracjach, pubach czy klubach, ludzie już teraz rozpoczęli budowanie relacji za pomocą mediów społecznościowych. Nie sądzę jednak, by futurystyczna wizja trwałych kontaktów wirtualnych była realna. Wszak epidemia kiedyś dobiegnie końca, a już teraz widzimy, że z pewnością nie grozi nam żadna apokalipsa. O ile więc istnieje pewne zagrożenie, że część jednostek, zwłaszcza młodych, może popaść w swoistą formę uzależnienia do różnych aplikacji i mediów społecznościowych, to przy pierwszej sposobności ludzie powrócą do dawnych form spotkań.

Bardziej interesuje mnie to czy i w jakim stopniu pandemia przyczyni się do odbudowy społecznego zaufania, poczucia wspólnoty i zasypania istniejących podziałów społecznych. Niezmiernie budującym aspektem całej sytuacji związanej z epidemią jest bowiem aktywizacja społeczeństwa obywatelskiego, czego wspaniałym wyrazem jest zaangażowanie ogromnej liczby jednostek i całych grup społecznych w pomoc i ochronę innych. Osobiście jestem bardzo poruszony i pozytywnie zbudowany chociażby postawą studentów naszego poznańskiego uniwersytetu medycznego, którzy licznie zaangażowali się w wolontariat, niosąc pomoc na różnych frontach walki z koronawirusem. Równie budujące i inspirujące są przykłady grup kibicowskich dostarczających produkty spożywcze do szpitali czy osób potrzebujących, firm przestawiających dotychczasową produkcję na szycie maseczek czy środków dezynfekujących oraz osób prywatnych organizujących pomoc sąsiedzką w realizacji codziennych takich potrzeb jak: robienie zakupów czy wyprowadzenie psa. Wszystkie te przykłady świadczą o ogromnej solidarności Polaków oraz wielkiej potrzebie budowania więzi i jedności, także z tymi najbardziej potrzebującymi i najsłabszymi: chorymi, starszymi, kombatantami czy osobami poddanymi przymusowej izolacji.

Znamienne jest i to, że wiele jednostek zaangażowało się także w ochronę i zapewnienie potrzeb pracowników służby zdrowia. Codziennie słyszymy o takich działaniach, jak szycie maseczek, przygotowywanie i dostarczanie posiłków do szpitali czy udostępnianie swoich lokali mieszkaniowych dla pracowników systemu opieki medycznej, którzy nie dość, że co dzień stają w obliczu ogromnego ryzyka zdrowotnego, to znajdują się także w bardzo trudnej sytuacji osobistej i rodzinnej.

Widząc te wyraz solidarności, nie mam wątpliwości, że społeczeństwo polskie zdaje egzamin ze społecznej odpowiedzialności bardzo dobrze. I to zarówno w wymiarze troski o zdrowie własne i innych, gdzie, co do zasady, Polacy przestrzegają wprowadzonych przez rząd zasad kwarantanny, jak i w wymiarze społecznego solidaryzmu, gdy nie zapominają o potrzebach innych.

Czy ryzyko zakażenia się jest ryzykiem „nowym” czy też wpisuje się w znane nam zagrożenia generowane przez postęp cywilizacyjny?

Samo ryzyko zakażenia się nie wydaje się być szczególnie nowe i to z dwojakiego względu. Po pierwsze, wielu z nas pamięta epidemię AIDS z lat dziewięćdziesiątych i lęki społeczne, jakie wywoływał powodujący ją wirus HIV; w tym lęk przez zakażeniem wynikający z poglądu, iż AIDS można się zarazić przez dotyk czy obecność w jednym pomieszczeniu. Lęk przed epidemią wraca zresztą co jakiś czas, czy to pod postacią SARS, MERS, ptasiej i świńskiej grypy czy wirusa Ebola.

Drugim powodem, dla którego ryzyko zakażenia się nie jest ryzykiem do końca nowym jest to, że wizja pandemii jest jednym z najgłębiej zakorzenionych lęków w naszej kulturze. Mając swe źródła w starotestamentowych opisach czy Apokalipsie, wizja epidemii śmiertelnie groźnego wirusa, który zagraża całej ludzkości pojawia się w świadomości społecznej dość często, czemu wyraz daje chociażby popkultura. Znamienne jest jednak, że choć dyskusja nad ryzykiem biotechnologicznym toczy się w nauce przynajmniej od roku 1975, kiedy to w Asilomar, w Kalifornii, zwołano konferencję na temat zagrożeń związanych z badaniami nad rekombinowanym DNA, to rozwojowi biotechnologii, a zwłaszcza inżynierii genetycznej, biologii syntetycznej czy technologii opartej na edycji genów, towarzyszą ciągłe obawy przed naukowcami produkującymi w zaciszach swoich laboratoriów śmiertelnie groźne mikroby, które zdolne do samodzielnej egzystencji wydostaną się z laboratoriów tworząc zagrożenie dla równowagi ewolucyjnej i istnienia naszego gatunku. Nie dziwi więc, że większość tego typu obrazów, by wspomnieć tylko film Andromeda znaczy śmierć na podstawie powieści Michaela Crichtona czy horrory Jestem legendą oraz brytyjskie produkcje 28 dni później i 28 tygodni później, snuje historie, w których zagrożenie pandemią jest produktem ludzkim. Nie ma pochodzenia naturalnego, ale jest wytworem naukowców i cywilizacji technicznej. Powielają one tym samym jeden z wielkich mitów naszej kultury – mit Frankensteina. Mit, który w równej mierze co do będącego efektem eksperymentu potwora odnosi się do owładniętego rządzą wiedzy i władzy nad życiem naukowca. Również w tym głębszym sensie lęku kulturowego, ryzyko wirusa nie jest nam obce.

Niemniej jednak, tym co jest niewątpliwie nowe, to fakt, że nigdy wcześniej pandemia nie była tak realna i nie stała się rzeczywistością dnia dzisiejszego. Nowością jest więc raczej jej niezaprzeczalność oraz to, że nikt nie był na nią przygotowany. Zarówno w sensie politycznym, ekonomicznym, medycznym, psychologicznym i socjologicznym. Intrygujące jest przy tym to, że choć w tym sensie pandemia jest zjawiskiem nowym i niespodziewanym, to nie wywołała w naszym społeczeństwie paniki i epidemii strachu.

W jaki sposób społeczeństwo ryzyka może zabezpieczyć się przed niewidzialnym wrogiem jakim jest wirus?

Społeczeństwo nigdy nie jest w stanie w pełni przygotować się na tego typu ryzyko. Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z wirusem nowym, z którym nasz układ odpornościowy nie jest w stanie poradzić sobie automatycznie. Problemem jest i to, że inne koronawirusy na tyle różnią się od wirusa SARS-CoV-2, że naukowcy muszą dopiero stworzyć szczepionkę na zagrożenie, które dopiero co się pojawiło. Co więcej, zważywszy, że i ten wirus będzie zapewne mutował, nie uda się go całkowicie wyeliminować. Nie wiadomo wreszcie, jak długo stworzona szczepionka będzie skuteczna.

Kolejnym powodem, dla którego społeczeństwu trudno się przygotować na tego typu zagrożenie jest to, że nadal nie wiemy, co tak naprawdę było przyczyną epidemii. Niezależnie bowiem od tego, czy gospodarzem pośrednim wirusa były sprzedawane na chińskich targach łuskowce, czy też jest to wirus wyprodukowany w chińskich laboratoriach, nie sposób przewidzieć czy i kiedy może dojść do podobnej sytuacji, co unaoczniają wcześniejsze epidemie SARS czy MERS. Na marginesie, intrygującym faktem jest brak szerszej dyskusji nad źródłem pandemii, co powinno mieć znaczenie fundamentalne dla zapobiegania tego typu zdarzeniom w przyszłości.

Stąd, być może ważniejsze niż zabezpieczenie się przed samym wirusem jest sprawienie, by społeczeństwo miało przekonanie, że państwo podejmuje takie działania, które mają zapobiec rozwojowi pandemii i zneutralizować jej skutki. Równie ważne, co podejmowanie konkretnych działań prewencyjnych i terapeutycznych jest więc zahamowanie możliwości wybuchu zbiorowej paniki, której konsekwencje mogą być znacznie poważniejsze niż sama epidemia.

W swoim artykule, do którego odwołuję się podczas naszego „wirtualnego spotkania” zwracał Pan uwagę na zmieniającą się rolę obywatela i zarazem pacjenta: Oparty na kategoriach biologicznych język, w którym mówi się o ludziach, kreuje zarazem obraz samoświadomych i odpowiedzialnych pacjentów. Ten proces „tworzenia obywateli” (…) dokonuje się poprzez edukację medyczną, porady lekarskie, grupy samopomocowe i stowarzyszenia pacjentów oraz media, które mobilizują jednostki do przyjęcia aktywnej roli w trosce o zdrowie, ryzyko i samo życie. Cel państwa zostaje w dużej mierze osiągnięty: jednostki stają się aktywnymi obywatelami, a nie jedynie biorcami świadczeń biomedycznych. Są udaną inwestycją.

Choć przytoczony przez Panią tekst dotyczył raczej predyktywnych badań genetycznych, to nie sposób zaprzeczyć, że w dobie biopolityki przyjęło się myśleć, iż dobry obywatel to racjonalny obywatel, a więc taki, który jest świadomy ryzyka i bierze za nie odpowiedzialność. Stanowiące podstawę polityki zdrowotnej idee promocji zdrowia i tzw. nowego zdrowia publicznego zakładają bowiem, że także w sferze zdrowia każdy obywatel ma nie tylko prawa, ale i obowiązki. A ponieważ troska o zdrowie to nie wyłącznie indywidualne pragnienie, by nie przenosić chorób konieczne jest ciągłe monitorowanie siebie i antycypacja ryzyka. To z kolei wymaga od jednostek zmiany stylu życia i podejmowania racjonalnych decyzji zdrowotnych. To właśnie oznacza ów proces biomedycznego „tworzenia obywateli”. Równie ważne jest to, że ów imperatyw zdrowia, który obliguje jednostki do przeformułowania ich życia i ciągłego poszukiwania optymalnych środków zaradczych celem maksymalizacji szans na przeżycie, nakłada na nas dodatkowy obowiązek, by wiedzę o ryzyku przekazywać i zaszczepiać u innych tak, by i oni mogli podjąć działania prewencyjne. Widać to zwłaszcza w czasach epidemii, gdy troska o zdrowie własne i innych staje się moralnym nakazem i politycznym zobowiązaniem. Bo choć zdrowie postrzega się, w dużej mierze, jako wypadkową indywidualnych wyborów, przez co podlega ono indywidualizacji, to jednak w duchu solidaryzmu i altruizmu imperatyw zdrowia obejmuje także troskę o zdrowie całej populacji. W konsekwencji będący podstawą biopolityki etos obowiązku zaciera granicę między prywatnym a publicznym wymiarem obywatelstwa.

W sytuacji, w której się znajdujemy możemy zaobserwować rosnący aktywizm obywateli. Przybiera on różne formy: obywatelskie szycie maseczek, nieodpłatne dowożenie przez firmy z branży gastronomicznej posiłków dla personelu medycznego, finansowe i rzeczowe wsparcie szpitali. Czy jako społeczeństwo będziemy po pandemii bardziej zaangażowani w naszą „res publikę”?

Jak już wspominałem, jedną w pozytywnych konsekwencji obecnej epidemii jest niewątpliwie aktywizacja społeczeństwa obywatelskiego, typowa i osobiście przeze mnie podziwiana w Stanach Zjednoczonych. Wskazane przez Panią formy obywatelskiej samopomocy i solidarności nie dziwią jednak szczególnie, gdyż społeczeństwo polskie, jak mało które, potrafiło się zawsze jednoczyć w chwilach wszelkiego rodzaju kryzysów i katastrof. Potwierdza to niezwykła hojność i solidarność Polaków, którzy angażują się we wszelkiego rodzaju akcje charytatywne i zbiórki dla biednych, chorych, ofiar konfliktów czy klęsk żywiołowych. Także wszelkie akty solidarności inspirowane epidemią koronawirusa potwierdzają, że istnieje w naszym społeczeństwie wielka potrzeba budowania więzi i jedności. I choć wiadomo, że właśnie w czasach trudnych społeczeństwo się integruje i utrwala swoje poczucie wspólnoty i solidarności, to szczególnie budujące jest to, iż potrafimy się jednoczyć właśnie wokół najbardziej potrzebujących.

Podczas pandemii w rolę „kozła ofiarnego” wtłaczane są różne osoby reprezentujące rozmaite grupy społeczne: pacjenci, lekarze, obcokrajowcy, Polacy wracający z zagranicy. Napięcia pojawiają się w relacji pacjent – służby medyczne. Personel oskarża pacjentów o zatajanie prawdy o: stanie zdrowia, zasięgu kontaktów towarzyskich. Rodziny chorych i zmarłych pacjentów dementują oskarżenia na łamach prasy i mediów społecznościowych. Sami lekarze są oskarżani o brak profesjonalizmu i zapobiegliwości, a wręcz świadome stwarzanie zagrożenia dla pacjentów. Pojawiają się oskarżenia o doprowadzenie do samobójstw poprzez nękanie. Jakie będą długofalowe skutki tych napięć dla systemu opieki zdrowotnej? Czy medyczny establishment zagraża pacjentom?

Wydaje mi się, że po początkowych i, co należy podkreślić, sporadycznych przypadkach takich oskarżeń jednym z największych, przepraszam za to określenie, „beneficjentów” epidemii może być właśnie system opieki medycznej i pracownicy służby zdrowia. Wszak jeszcze niedawno wokół systemu opieki zdrowotnej w naszym kraju panowała dość napięta atmosfera związana ze strajkiem rezydentów, oskarżeniami niektórych środowisk medycznych o walkę z rządem, a podsycana dodatkowo przez media nagłaśniające przypadki błędów czy nadużyć lekarzy. I choć badania socjologiczne od lat pokazują, że zawody medyczne, w tym lekarza, pielęgniarki czy ratownika medycznego, cieszą się w społeczeństwie dużym zaufaniem i prestiżem, to heroiczna postawa, poświęcenie, zaangażowanie, profesjonalizm i altruizm personelu medycznego w trakcie epidemii niechybnie jeszcze bardziej wzmocni i utrwali w świadomości społecznej pozytywny obraz medyków jako bohaterów. Co jednak ważniejsze, nie chodzi wyłącznie o mniej lub bardziej zorganizowane akty sympatii, pomocy czy wdzięczności typy ogólnopolska akcja „Brawa Dla Was”. Znacznie istotniejsze jest to, że epidemia koronawirusa przyczyni się do wznowienia dyskusji nad kondycją systemu opieki zdrowotnej, tak zaniedbywanego przez kolejne lata; systemu, który, także w naszym kraju, okazał się nieprzygotowany na taki kryzys zarówno pod względem finansowym, jak i organizacyjnym i kadrowym.

W polecanym artykule wskazywał Pan na rosnące znaczenie biopolityki, szczególnie w odniesieniu do procesu genetyzacji społeczeństwa, cytując: Ponieważ jednostka ponosi dziś współodpowiedzialność za zdrowie, rozwój genetyki sprawia, że biologia nabiera charakteru politycznego. Dzisiejsza perspektywa wskazuje na rosnące znaczenie medycyny, jako nauki, a także instytucji redefiniującej ideę obywatelskich powinności. Jaki wpływ na systemy polityczne będzie mieć pandemia? Czy instytucje związane z ochroną zdrowia publicznego, sektorem badawczym, koncerny farmaceutyczne uzyskają prawo do kolektywizacji decyzji związanych z organizacją życia społecznego? Czy demokracja obywatelska przeobrazi się pod wpływem jurysdykcji administracji związanej z ochroną zdrowia publicznego? Czy obywatele stracą swoje prawo do decydowania o zakresie zbiegów medycznych? Czy selekcja pacjentów na zasługujących lub też nie, na leczenie jest zgodna z zasadą równego traktowania i gwarancją równego dostępu do świadczeń medycznych.

Poruszyła Pani tym pytaniem wiele ważnych i powiązanych ze sobą kwestii. Rzeczywiście, we współczesnym społeczeństwie medycyna odgrywa kluczową rolę nie tylko jako nauka, ale także jako pewna praktyka i instytucja społeczna, której nadrzędnym celem jest nie tylko leczenie czy prowadzenie badan naukowych, ale także definiowanie, normalizacja, ujednolicanie, regulacja i dyscyplinowanie coraz większej liczby obszarów życia społecznego. A ponieważ współczesna biomedycyna jest trwale wpleciona w mechanizmy działania państwa stała się zarazem podstawą biopolityki. W konsekwencji stanowi jedną z najważniejszych instytucji kontroli społecznej, co podkreślali zresztą już pierwsi socjologowie, którzy badając system medyczny wskazali na jego dwie podstawowe funkcje: izolowanie jednostek patologicznych i niebezpiecznych dla społeczeństwa oraz wychwytywanie zdrowych jednostek uchylających się od wypełniania swoich ról społecznych.

Ta kontrolna, i w tym sensie polityczna, funkcja medycyny wynika zaś z tego, iż zdrowie i choroba już dawno temu stały się kwestią publiczną. W konsekwencji medykalizacja, rozumiana jako ekspansja myślenia medycznego i kolonizacja coraz liczniejszych obszarów życia jednostkowego i zbiorowego stała się faktem. Ten polityczny wymiar medycyny doskonale ukazała także obecna epidemia. Ideologia zdrowia publicznego sprawia bowiem, że zdrowie jawi się już nie tylko jako prawo i przywilej jednostki, ale także, a może przede wszystkim, jako polityczny obowiązek. A ponieważ obiektem działań biowładzy są nie tyle jednostki, co cała populacja, medycyna umożliwia państwu regulację coraz liczniejszych obszarów życia zbiorowego. Udaje się jej to zaś dlatego, że zapewnia ona higienę publiczną, koordynuje sposoby leczenia, centralizuje informacje, normalizuje wiedzę i nauczanie higieny. Stąd, posługując się hasłami zdrowia publicznego, rządy mogą wprowadzać liczne regulacje, które organizują, ale i ograniczają, swobody obywatelski i życie zbiorowe. Znamienne jest bowiem, że gdyby nie epidemia, wiele z podjętych obostrzeń byłoby nie pomyślenia i nie do zaakceptowania. O ile więc medycyna jest dziś szczególnym instrumentem kontroli społecznej, o tyle samo zdrowie służy jako swoista ideologia, która legitymizuje różne działania władzy państwowej. Wśród wielu takich działań wskazać można chociażby: kreowanie zapotrzebowania na własne produkty, definiowanie zdrowia i choroby, ale także stanów epidemii i pandemii, nakazywanie izolacji i kwarantanny czy definiowanie norm społecznych.

Choć oczywiście istnieją pewne obawy o to, że poszczególne rządy mogą wykorzystać sytuację epidemii do umocnienia swojej władzy kosztem swobód obywatelskich, to nie wydaje mi się jednak, by wprowadzone regulacje miały stanowić realne zagrożenie dla praw jednostki. Zwłaszcza, że nowe prawa zostały ustanowione na konkretny okres czasu, a po jego upływie będą wymagały ponownego przegłosowania. Podobnie, nie ma, moim zdaniem, podstaw do obaw, że obywatele stracą prawo do decydowania o zakresie zbiegów medycznych, gdyż prawo do opieki medycznej jest gwarantowane Konstytucją.

W jaki sposób pandemia wpłynie na życie religijne Polaków? Czy prawdą jest następujące stwierdzenie: (…) religia utraciła zdolność do wyjaśniania, legitymizacji i kontroli świata (…).

Oświeceniowa wiara w to, że nauka zastąpi religię i doprowadzi ludzkość do wiecznej szczęśliwości i zdrowia od dawno zakrawa na miano mitu. Równie chybione okazały się prognozy wielu socjologów głoszące, że modernizacja prowadzi nieuchronnie do sekularyzacji tudzież prywatyzacji religii. Bo choć nie da się zaprzeczyć zachodzącym, także w Polsce, procesom laicyzacji i sceptycyzmu wobec religii zinstytucjonalizowanej, to religia spełnia szereg funkcji, których nauka nie jest w stanie zaspokoić. Najważniejszą z nich jest zaś potrzeba sensu, zwłaszcza w obliczu kryzysów i załamań społecznych. Równie ważna jest funkcja integracyjna religii. Obie te funkcje religii ujawniły się zresztą wyraźnie w przypadku dwóch wielkich narodowych tragedii ostatnich dekad: śmierci polskiego papieża i katastrofy smoleńskiej.

Również pandemia koronawirusa wyrywając społeczeństwo z dotychczasowej rutyny przypomina nam odwieczne prawdy głoszone przez wszystkie wielkie religie i stawia fundamentalne pytania o kondycję ludzką, istotę życia i śmierci, znaczenie otaczającego nas świata oraz bieżących wydarzeń. Uświadomiła nam ona, jak złudnym projektem było przekonanie, że cywilizacja techniczna całkowicie opanuje naturę i zapewni nam pełnię władzy nad światem. Symboliczne jest przy tym to, iż pandemia rozpętała się w okresie Wielkiego Postu, co może dodatkowo sprzyjać pobudzeniu życia religijnego. Jego przejawy widać choćby we Włoszech czy Hiszpanii. Czy będzie to jednak trwała tendencja dopiero się okaże. Podobnie jak to, jakie będą jej skutki, gdyż również w przypadku obu wspomnianych wydarzeń, po czasie pewnego ożywienia religijnego dochodziło do ponownego „ostudzenia” i powrotu do stanu sprzed, choć niekoniecznie w tej samej formie.

Z drugiej strony należy pamiętać, że kwarantanna i zakaz zgromadzeń publicznych objęły również kościoły. I choć Kościół sprawnie wyszedł naprzeciw potrzebom religijnym wiernych, organizując alternatywne formy życia religijnego w postaci audiowizualnych rekolekcji, Mszy świętych czy nabożeństw, to nie zapewniają one możliwości wspólnotowego przeżywania religii, co z kolei sprzyja potwierdzeniu, umocnieniu i rutynizacji osobistych doświadczeń religijnych. Tymczasem każda religia potrzebuje wspólnoty. W przeciwnym razie grozi jej redukcja do wymiaru prywatnego czy szeroko rozumianej duchowości, która nie musi mieć nic wspólnego z metafizyką. Pandemia rodzi więc pytanie, czy przedłużająca się izolacja nie wzmocni deinstytucjonalizacji religii. Zwłaszcza u osób niezbyt zaangażowanych religijnie. Mogą one wszak uzyskać potwierdzenie dla poglądu, że wiara w Boga nie wymaga Kościoła i zinstytucjonalizowanych praktyk religijnych.

Rozmawiała dr Joanna Wróblewska-Jachna Katedra Nauk Ekonomicznych i Społecznych ATH

Dane adresowe

Akademia Techniczno-Humanistyczna
43-309 Bielsko-Biała, ul. Willowa 2
centrala telefoniczna:
tel. +48 33 8279682
fax: +48 33 8279355
Regon: 072728961, NIP: 547-194-37-84
Elektroniczna Skrzynka Podawcza
Identyfikator: ATH_Bielsko_Biala
konto bieżące:
Bank Pekao S.A. 02 12404142 11110000 48278261
Inne konta:
Studia Podyplomowe: 21 12404142 11110010 54573476
Kursy: 66 12404142 11110010 54573636
Konferencje: 73 12404142 11110010 54572831

A+
Kontrast